Irlandzkie Liny z dzikiej doliny

Wyrwany dźwiękiem budzika z nocnego snu ,staje prawie na baczność !Prawie biegiem pędzę do kuchni a w mojej głowie tylko jedna myśli – ‘ Pluszaki’ .Kiedy wstawiam wodę na kawę , w kuchni pojawia się moja zona , i zaspanym okiem patrzy na mnie mówiąc , a od kiedy Ty tak się spieszysz do pracy ? Trzeba było widzieć moja minę , uśmiech zniknął z twarzy spojrzałem na kalendarz I faktycznie to dopiero piątek ! Na ryby to my jedziemy ale po pracy . Dzień się dłużył jak zawsze , myśli były  już nad woda , pomysłów 100 na minutę jak przechytrzyć lina ‘ Pluszaka ‘ .

Godziny w pracy dłużyły się w nieskończoność. Każde 5 min było jak godzina. Nagle zadzwonił telefon, odbieram, to kolega Jacek z którym dziś się wybieramy na ryby , dołączyć mado nas jeszcze Wojtek który jest ekspertem od dużych leszczy .

Po krótkiej rozmowie telefonicznej oraz ustaleniu szczegółów wyprawy, wróciłem do pracy z myślą oby ten czas szybciej płynął. Gdy wybiła godzina 16 sta ruszyłem prawie biegiem  do domu, obiad pochłonąłem w mgnieniu oka i rozpocząłem pakowanie całego  niezbędnego sprzętu do auta by jak najszybciej pojechać po chłopaków i rozpocząć wędkowanie. Czekały nas 2 godziny jazdy na łowisko, ale już w  drodze ustaliliśmy strategie wyprawy. Będziemy testować nowe zanęty firmy GoldFish .

tym razem pod lupę bierzemy zanętę specjalnie skomponowana na lina o specyficznym zapachu ‘ piernika ‘ oraz zanętę leszczowa o bardzo wyczuwalnym aromacie miodu i kokosa, do tego jeszcze białe i czerwone robaki. Wojtek po drodze opowiedział nam co działo się na łowisku tydzień wcześniej, o tym jak wraz z kolegami złowili 20 pięknych linów oraz kilka ładnych leszczy powyżej 3 kg podczas jednej nocnej zasiadki.  Spoglądam w tylne lusterko i widzę jak Jacek który siedzi na tylnym siedzeniu słucha opowieści Wojtka jak zahipnotyzowany, ale co się dziwić , taki wynik robi wrażenie .

Na nasze łowisko dojechaliśmy już późnym wieczorem. Z dostępnych  dookoła jeziora kładek wybraliśmy trzy sąsiadujące ze sobą pomosty, po czym zaczęliśmy rozstawiać sprzęt. Deski pomostu noszą wyraźne śladu wędkowania. Widok porozsypywanej zanęty i kukurydzy poprawia mi jeszcze bardziej  dobry nastrój. Nasi poprzednicy pewnie nęcili tu wcześniej, a my mamy szanse zebrać plony ich pracy.

Było już dość ciemno gdy skończyliśmy ustawienie i rozpakowywanie sprzętu, ale na szczęście udało nam się uporać ze wszystkim nim „łysy” zaczął świecić na dobre. W miedzy czasie Wojtek zdążył już rozpalić grilla i zapach pieczonych kiełbasek unosił się do góry nęcąc niesamowicie.  Zasiedliśmy więc do wspólnej kolacji,  wpatrując się jednocześnie w nasze wędki i oczekując niecierpliwie na pierwsze brania. Z przeprowadzonego przez nas wcześniej wywiadu i informacji uzyskanych od kolegów wędkujących tutaj już wcześniej wynikało, że prawdziwe brania nastąpią dopiero nad ranem. Ostrzegli nas oni także aby nie przespać tego momentu, bo czas pomiędzy 3:30 a 5:30, to 2 godziny owocnych łowów. Ufając ich zapewnieniom, trwaliśmy dzielnie na swoich stanowiskach całą noc, ratując opadające od czasu do czasu powieki kubkiem ciepłej kawy.

W nocy jednak nie było czasu na nudę. Małe leszczyki, plotki i węgorze nie dały nam chwili na odpoczynek.

Ja obstawiłem jedną wędkę na tradycje, czyli kanapeczka  (pinka i kukurydza) a na drugiej „zamontowałem” kulki proteinowe 16mm. Dodatkowo donęcaliśmy łowisko co 20 minut zanętą GoldFish Tench.

Na rezultaty nie musieliśmy długo czekać. Około godziny 2 w nocy Wojtek poczuł piękne przygięcie na wędce. Po zacięciu i pracy wędki widać już było że to będzie pierwszy „pluszak” Z uwagi na delikatny przypon, Wojtek holował rybę spokojnie i cierpliwie bez użycia siły. W rezultacie, w podbieraku pojawił się pierwszy lin naszej nocnej zasiadki. Po gratulacjach dla Wojtka za złowienie pierwszej wielkiej sztuki wróciliśmy do dalszego łowienia.

Po tych dwóch zakończonych sukcesem akcjach, nastąpiła chwila ciszy, jednak nie na długo gdyż już za moment, tym razem wędka Jacka wygięła się w pałąk pod ciężarem Pluszaka, a na haczyku były same ziarna kukurydzy.-„Panowie, mamy remis”

Nad ranem, brania ustały na dobre, pogoda zaczęła sie zmieniać , przelotny deszczyk nie wróżył nic dobrego. Po zjedzeniu pysznego śniadania wykonanego przez Wojtka w stylu „Irish Brekfast” rozpoczęliśmy przygotowania do powrotu. Najpierw jednak zważyliśmy nasze nocne zdobycze, aby jak najszybciej trafiły z powrotem do wody, według głoszonej przez nas zasady „Catch and Realse” – czyli złap i wypuść. Dla nas bowiem, wędkarstwo to pasja, sport i hobby a nie sposób na obiad. Nasze wędkarskie zmagania wygrał Wojtek, który zajął pierwsze miejsce z wynikiem 8kg, natomiast ja wraz z Jackiem mieliśmy remis, łapiąc

tej nocy równo po 6kg ryb, no i w tym mój 3,5 kilowy Pluszak z którego byłem taki dumny.  Zadowoleni z owocnych połowów, choć niewyspani wracaliśmy do domu wspominając zakończony sukcesem wypad.  Śmiało możemy też potwierdzić, iż testowana przez nas tamtej nocy zanęta GoldFish ‘ Tench ‘ sprawdziła sie na medal, a po wzbogaceniu jej  kilkoma puszkami kukurydzy była idealna na nasze pluszaki. Z pewnością zabierzemy ja na nasze kolejne wędkarskie zmagania.

Do zobaczenia nad wodą

pozdrawiam Paweł Ładniak

Paweł Ładniak

Kocham robić to co Kocham :) No Fishing - No Life

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o